Port Lotniczy Gdynia-Kosakowo

Wybierz język

Wählen Sie Sprache

Select Language

Sélectionnez la langue

Selecciona Idioma

Выбор языка

Wszystko lepsze od MiG-ów

03/N2009 11 N
fot. Agnieszka Wrona
przewodniczący Rady Gminy Kosakowo Adam Miklaszewicz
fot. Agnieszka Wrona

O emocjach towarzyszących planom rozbudowy Portu Lotniczego Gdynia-Kosakowo rozmawiamy z przewodniczącym Rady Gminy Kosakowo Adamem Miklaszewiczem.

Rafał Rusiecki: - Jest Pan zdziwiony oporem niektórych mieszkańców, którzy nie chcą cywilnego lotniska? 
Adam Miklaszewicz: - Nie jestem. Zawsze pojawiają się przeciwnicy i ci, którzy popierają jakąś inicjatywę. Jak wiemy w Polsce bardzo często zdarza się, że ludzie protestują. U nas w sprawie lotniska, gdzie indziej w sprawie nowych dróg. Wiemy co się działo w Rędzikowie tuż po ogłoszeniu informacji o planach budowy tarczy antyrakietowej. Każda nowa inwestycja wzbudza emocje.

- Skąd wynika niechęć co do planów związanych z przekształceniem lotniska?
- Myślę, że ludzie boją się negatywnych skutków, przede wszystkim hałasu w nocy. Gmina Kosakowo w swojej dużej części stała się sypialnią bogatych mieszkańców Trójmiasta. Budują oni tutaj domy, osiedlają się i chcą mieć święty spokój. Boją się negatywnego oddziaływania lotniska na ich życie.

- Radni gminni również są podzieleni?
- Radni są jednomyślni w kwestii powstania lotniska. Jednomyślnie głosowali za odrzuceniem wniosku o referendum. Z resztą nie spełniał on warunków formalnych. Głosowanie co do powstania spółki zarządzającej portem lotniczym były dużo wcześniej. Tam także wszystko rozstrzygnięte zostało jednomyślnie.

- Czyli radni są pełni optymizmu co do tych planów?
- Ludzie pamiętają czasy wojskowego lotniska. Pamiętają dobrze czasy głośnych i dokuczliwych MiG-ów. Tak naprawdę wtedy dało się z tym żyć. Wiadomo, że samoloty cywilne nie są aż tak uciążliwe.

- Próbuje pan do tego przekonywać mieszkańców?
- Wydaje mi się, że spora cześć, może nawet większość mieszkańców gminy liczy na to, że nie będzie to tylko hałas, ale również plusy dla okolicy. Przed nami nowe czasy, które będą skutkowały większą liczbą miejsc pracy oraz dużymi podatkami, które wpłyną do kasy gminy.

- Wiadomo ile?
- Myślę, że w pierwszych latach spółka nie będzie przynosić wielkich zysków. Wiadomo, że w takim okresie potrzeba wielu nakładów na inwestycje. Gdyby wszystko zamykało się na początku na zero, to byłoby super. Nie liczymy na razie tych pieniędzy. Ciężko to robić wirtualnie. Czekamy na decyzję w sprawie powołania lotniska cywilnego. W najbliższym czasie zadecyduje o tym premier. Myślę, że nowe dochody dla gminy pozwolą w jakiś sposób zrekompensować mieszkańcom pewne uciążliwości.

- Ostatnio sporo emocji wzbudziło referendum, które ostatecznie nie doszło do skutku. Jak Pan zareagował na informacje, że część podpisów pod wnioskiem została sfałszowana?
- Tak do końca nie jest. Nie można powiedzieć, że te podpisy zostały sfałszowane. Nikt z osób, które się podpisały nie powiedział, że to nie jego podpis. Wiemy, że część wpisów miała nieprawdziwe dane PESEL lub w ogóle ich nie miała. Wniosek o referendum został przygotowany słabo, wręcz beznadziejnie. Nie spełniał warunku formalnego 10 procent podpisów mieszkańców gminy Kosakowo.

- Te uchybienia mają jakieś znamiona przestępstwa? Sprawa znajdzie finał w sądzie?
- Gdyby zgłosiła się osoba, która jednoznacznie stwierdzi: „to nie mój podpis", czyli dokonano by fałszerstwa, to można by zgłosić taki fakt do prokuratury. Na tą chwilę takich sygnałów nie mamy.

- A czy wiadomo dlaczego tak niechlujnie przygotowany został wniosek przez inicjatorów zbiórki podpisów?
- Myślę, że przeciwnicy powstania lotniska nie mogli zebrać wystarczającej liczby głosów. Jeździli i szukali osób, które by się podpisały. Niektórzy podpisali się dla świętego spokoju. Część nie była nawet mieszkańcami naszej gminy. Inicjatorzy mieli ponad 3 miesiące na zebranie podpisów.

- Czyli nic nowego w tej sprawie nie może się już pojawić?
- Sprawa wniosku o referendum jest zamknięta definitywnie. Gdyby nawet doszło do referendum, to ciężko by było osiągnąć frekwencję 30 procent. Tym samym, moim zdaniem, kolejnego warunku nie udało by się już spełnić.

- Wynika chyba z tego, że większość mieszkańców gminy jest nastawiona optymistycznie?
- Tak. Fakt, że w Pierwoszynie są mieszkańcy, którzy mają duże obawy. Rozumiem ich, bo nie mieszkali tutaj, w czasach kiedy latały samoloty wojskowe. Trzeba jednak pamiętać, że nie ma pewności, czy takie lotnisko nie będzie dalej wykorzystywane przez wojsko, jeśli samorządy nie zaczną działać.